Tomasz Kolber to poeta młodego pokolenia, młody wiekiem, ale dojrzały duchem. Jego poezja jest niezwykle kontrowersyjna i przez to spotyka się na codzień z brakiem zrozumienia. Wielu z nas nie rozumiejąc jakiegoś faktu, ignoruje go lub poprostu wyśmiewa, nie skłania się do tego, aby zrozumieć. Poezja, podobnie jak malarstwo czy muzyka, nie jest prosta, czasami nawet warto najpierw poznać autora, a potem jego twórczość, lecz nie wolno tego lekceważyć, gdyż każda twórczość zawiera część duszy jej autora.
Dziś chcemy zaprezentować wywiad z Tomaszem Kolberem; wywiad, który chcieliśmy już dawno z nim przeprowadzić ze względu na wspaniały, pełen empatii, rozterek, miłości, pytań i odpowiedzi tomik poezji Rozbite lustra. Już dziś można zakupić go na stronie www.wfw.com.pl, na Allegro oraz w księgarniach internetowych, a niedługo będzie można go wygrać w konkursie dotyczącym poezji na naszej stronie www.fundacjaoskar.pl.
Zapraszamy na nasze forum, gdzie został opublikowany jeden z wierszy Tomasza Kolbera.
Fundacja Oscar: Panie Tomaszu, kiedy zaczęła się pana przygoda z poezją jako twórcy?
Tomasz Kolber: Moja przygoda z poezją czy w ogóle ze sztuką wyrazu rozpoczęła się już we wczesnym dzieciństwie, kiedy przy udziale wyobraźni pisałem krótkie wiersze o nieznanych krainach, gdzie królowała wolność i niezależność, a także malowałem całkowicie abstrakcyjne obrazy. Pamiętam, że potrafiłem pracować wydajnie nawet przez kilka godzin bez jedzenia i picia. Nikt mnie niestety nie rozumiał ani wtedy, ani dziś, kiedy jestem już w pełni ukształtowanym człowiekiem, poetą, twórcą. Nieraz powtarzałem, że zostanę wielkim artystą, a wszyscy się śmiali i nazywali mnie dziwakiem lub marzycielem, ale wśród grona tych osób znalazły się także i takie, które mnie wspierały i nie pozwoliły (jak widać) umrzeć we mnie tej życiodajnej sile. Urodziłem się i wychowałem w rodzinie robotniczej, w której rzadko poruszano kwestię kultury i sztuki w ogóle. Czasami moja mama, świetna recytatorka, deklamowała dawno wyuczone kwestie prezentowane przez nią na szkolnych akademiach. Po niej na pewno przejąłem brak tremy i obycie ze sceną, co zaprocentowało w przyszłości, kiedy to reprezentowałem życie kulturalne w swoim mieście, a później na studiach. Na wykładach z filozofii cytowałem, oczywiście w swoich przekładach, Franza Kafkę, Jeana-Paula Sartre'a czy Sørena Kierkegaarda. Miałem wtedy wielu słuchaczy, którzy bardzo lubili takie uczty, ponieważ stawali się w ten sposób swoistymi koneserami mądrości we wszystkich jej aspektach. Nie mogę także pominąć osoby Pani mgr Teresy Rodak, mojej świetlistej latarni, która prowadzi mnie zbłąkanego codziennie do upragnionej wolności. Wspaniała kobieta, mądra i oczytana, nadała mojej twórczości pełny wyraz oraz brzmienie. To jej warsztat zaprowadził porządek w moim chaosie i metodą ciężkiej pracy uzyskałem efekt końcowy, który odbiera czytelnik swoim bystrym okiem badacza. Wiele lat byłem zamrożony. Biłem się z piekłem codzienności. Wypalano na mnie szkarłatne litery. Więziono w schematach. A ja wciąż zadaję sobie pytanie: dlaczego? Pewnego dnia, jak snop światła bijący w siatkówki oczu, pojawiła się Warszawska Firma Wydawnicza, a potem Fundacja „Oscar” i życie znowu nabrało tempa zmian. Marzę o tym, by złapać choć jeden oddech wolności i nie martwić się, czy jutro starczy mi na chleb.
FO: A czym zajmuje się pan zawodowo? I czy jest już u pana boku ukochana osoba, która wspiera pana w pańskiej twórczości?
T.K.: To bardzo trudne pytanie, ponieważ zamyka mnie ono w pewnej ciasnej przestrzeni bez szans na swobodny rozwój. Wiele razy zwalniano mnie z pracy bez podania jakiejkolwiek przyczyny. Tak obchodzi się obecny ustrój z ludźmi, którzy wyznają prawdę i jej powierzają swoje życie. Najśmieszniejsze jest jednak to, że zawsze staram się dobrze wykonywać to, co do mnie należy, ale jak widać w tym zakłamaniu są inne priorytety. Nigdy nie zaproponowano mi lepszej posady. Odkąd sięgam pamięcią, przyklejono mi etykietkę z numerem i niestety pozostaję zwykłym szarym pracownikiem produkcji i mimo tego, iż posiadam wyższe wykształcenie oraz szerokie kwalifikacje, to zawsze dostaję ochłapy. Ale przecież takich, jak ja, są miliony, a może i więcej. Moje ręce nieraz były poranione, a także spuchnięte od wyniszczającej pracy ponad siły za marne wynagrodzenie. Kto tego nie przeżył, nigdy mnie nie zrozumie, a ci, którzy przeżyli podobną kaźń, wiedzą, co czuję. Często zwycięża we mnie bezsilność, bo nie mogę przecież sam wygrać z systemowym złem i jego odnogami w postaci martwych instytucji. Ja, poeta, podeptany wieszcz, cóż mogę prócz słów prawdy wypowiedzieć? Jak widać moje życie nie jest usłane różami. Mówię o tym, ponieważ jestem świadomy, że jak prędko czegoś z tym nie zrobimy, jako naród oczywiście, to niedługo zaczniemy umierać z głodu i chłodu, a kolejne pokolenia oskarżą nas o tę bezczynność. Przyznam szczerze, że funkcjonuję jeszcze tylko dzięki mojej żonie i jej wielkiemu sercu, bo gdyby nie ona, pewnie byłoby ze mną o wiele gorzej. Jej to właśnie zadedykowałem swój pierwszy tomik wierszy pt. Rozbite lustra. Uznałem, że będzie to właściwa forma wdzięczności wobec niej. Rzeczywistość pozbawia nas wolności. A co bez niej znaczymy i znaczyć będziemy?! Narodzie wielkich ludzi, dlaczego wciąż milczysz i cierpisz?! Odpowiedz sobie w ciszy na te pytania.
FO: Jaki jest pana ulubiony poeta?
T.K.: Mam kilku ulubionych poetów, ale jeden z nich jest bezwarunkowo wyjątkowy, ponieważ jego droga życiowa pokrywa się w dużej mierze z moją, a właściwie to ciągłe nieszczęścia i brak akceptacji ze strony innych określają nas wymownie. To Allan Edgar Poe, doskonały w każdym calu twórca, kreator, niedoceniony za życia, a także przez nasze pokolenie, a szkoda, ponieważ jego twórczość wiele wnosi do nowożytnej poezji. Forma jego wierszy wprawia w osłupienie niejednego nawet w XXI wieku. Allan Edgar Poe umarł tragicznie, zagryziony przez psy, tak więc znowu historia zatoczyła koło. Podobny los niestety wciąż spotyka artystów na tym padole łez. Swoista profanacja sacrum. Niepojęte morderstwo i rozpacz. Trzeba tu także wymienić innych wielkich poetów, których uwielbiam, jak chociażby Josif Brodski, który przesiedział kilka lat w stalinowskich łagrach. Wspomnę także o Jacku Bierezinie, który pisał wspaniałe wiersze o miłości. Zginął tragicznie pod kołami samochodu w Paryżu. Charles Baudelaire, Artur Rimbaud, Paul Verlaine, Antoni Słonimski, Adam Ważyk, Rafał Wojaczek, Andrzej Bursa, Jonasz Kofta, Władysław Broniewski, Kazimierz Przerwa-Tetmajer, Maria Pawlikowska-Jasnorzewska, Miron Białoszewski, Kazimierz Wierzyński, Jan Lechoń, Bolesław Leśmian i inni. To poeci, których nie muszę specjalnie przedstawiać, ponieważ ich sława jest ogromna, a forma ich twórczości nieśmiertelna.
FO: O czym najbardziej lubi pan pisać? Co najbardziej chce pan przekazać w swych wierszach?
T.K.: Piszę o nas każdego dnia z wielkim trudem. O naszych osiągnięciach, zmaganiach, podłościach, które sobie wzajemnie serwujemy. Piszę o straconych marzeniach, o żalu, o miłości z głębi serca – czystej, wymownej, niepewnej, przelotnej i tej, za którą podąża się w nieznane. Piszę o Bogu, który umiera w ludzkich sercach i umysłach. O wolności, której pragniemy, ale o nią wspólnie nie walczymy, oraz o tym, co nastanie po egzystencji doczesnej. Piszę o dzieciach spalonych w Auschwitz, o Czarnobylu, o Katyniu, o tych, co zapomniani, o narkomanach, ludziach ciężko pracujących na chleb, o magii, wyobraźni i o tym, jak pozostać sobą w tym trudnym świecie.
FO: Czytając tomik Rozbite lustra, miałam wrażenie, iż wiele wierszy zawartych w nim ma bardzo osobisty wydźwięk, np. List do taty, w którym odczuwa się ogromny ból i żal po stracie najbliższej osoby, ale jednocześnie ogromną wiarę i nadzieję na spotkanie w przyszłości.
T.K.: Wielu ludzi czytając wiersze z mojego tomiku poezji Rozbite lustra, może mieć pogląd, że są to poematy dotykające mojej sfery osobistej. Jednak ja muszę zmienić kierunek takiego myślenia. Pytam: kto z nas nie przeżył pierwszej miłości? Kto z nas nie stracił bądź nie straci w przyszłości bliskiej osoby? Kto z nas choć raz nie cierpiał smutku bądź goryczy porażki? Kto z nas nie poświęcił czegoś cennego, by wygrać lub przegrać? Odpowiedź brzmi: każdy, więc dla każdego moje słowa są przeznaczone i każdy w nich znajdzie swój przyczółek. Tak, to prawda, wiele we mnie zgasło nadziei po śmierci mojego taty, ale w tym samym miejscu pojawiło się kolejne światełko życia, które zapewnia mnie codziennie o tym, że kiedyś się spotkamy. Od 15 lat zajmuję się mistyką, także wiem to i owo o tych przestrzeniach, co można zauważyć w innych moich utworach.
FO: Z pana strony www.tomaszkolber.pl można wywnioskować, że jest pan niezwykle płodnym twórcą. Czy obecnie również jest już coś w przygotowaniu?
T.K.: Tak, to prawda. Piszę dużo, ale wciąż do szuflady. Są książki, są wiersze, są opowiadania, są bajki, są monografie, są obrazy, są szkice węglem. Jest wszystko, co kocham i co czeka na swój czas, ale wciąż brak mi pieniędzy, żeby nadać marzeniom realny kształt.
FO: W pana wierszach odczuwa się też wielką tęsknotę za czymś ulotnym, za czymś, czego nie można zdobyć, np. w wierszu Las. Czy to prawda?
T.K.: Tak, to słuszne stwierdzenie. Zawsze próbuję uchwycić coś ulotnego i żyć tym jak najdłużej. Myślę, że te ulotne wartości to wolność i prawda, o które tak usilnie walczę każdego dnia. Kiedy jestem wśród ludzi, którzy są dobrzy, to pragnę przedłużać tę chwilę w nieskończoność, mając jednocześnie świadomość, że kiedyś ona się skończy i trzeba będzie powrócić do szarej rzeczywistości. Podobnie jest także z mistycznymi miejscami, a las z pewnością stanowi takie miejsce odosobnienia, ale nie samotności. Nie można mieć niczego na własność, ale żyjąc w zespoleniu z wszechogarniającym dobrem, można dotknąć duchowej przestrzeni.
FO: W wierszu Miasto zauważyłam, że jest pan mieszkańcem miasta z musu, widzi pan jego mroki i poznał jego złe tajemnice. Chce pan z niego uciec? Dlaczego?
T.K.: Nie chcę uciec z miasta ludzi, ale chcę uciec z miasta murów, które budują między sobą ludzie. Znam te mury, bo napotykam je każdego dnia i jestem wobec nich bezsilny. Ich składowe to: arogancja, ignorancja, kłamstwo, gorycz, nienawiść, pycha, chciwość, mamona, korupcja, gwałt, nepotyzm, płatna protekcja, złorzeczenie itp. Żyjemy w XXI wieku, ale od wieków nic się nie zmieniło.
FO: W pana wierszach jest dużo krytyki wobec otaczającej rzeczywistości, nietolerancji, pychy i ignorancji. Czy tak pan postrzega świat na co dzień?
T.K.: Na to pytanie odpowiem z największą ochotą. Dla ludzi, którzy mnie znają, jestem urodzonym optymistą i pomimo żalu, który w sobie noszę, potrafię być bardzo często uśmiechnięty, a nawet pogodny. Lubię rozmawiać o rzeczach trudnych łatwo i pomagać każdej napotkanej na swojej drodze osobie, która mnie o to poprosi.
FO: Zauważyłam też, że nie zapomniał pan o miłości. Ogromnie spodobał mi się pod tym względem wiersz Najskrytsze marzenie (dostępny na naszym forum w dziale „poezja”). Czy to pana zawiedziona miłość?
T.K.: Owszem, to piękny wiersz i wypłynął on ze mnie nagle, ale to nie był żaden zawód miłosny. Obserwowałem ludzi nieszczęśliwie zakochanych i chyba ująłem w pełni ich uczucia. Tak naprawdę to miłość kształtuje wszystko i przenika nas na wskroś. Jesteśmy jej dziećmi, które uczą się mówić codziennie nowymi słowami i piękniejemy w jej objęciach.
FO.: Jak pana najbliżsi zareagowali na to, że został pan poetą?
T.K.: Myślę, że dla mojej rodziny to, co robię, jest abstrakcją. Wielu ludzi, których spotykam, także mnie nie rozumie i odchodzą zdegustowani po przeczytaniu moich tekstów czy po obejrzeniu obrazów. Wiem, że jest to sposób ich bycia i braku pojęcia o nich samych. Tego trzeba się uczyć, a nie gnuśnieć w starych zwyczajach i schematach. Ja uczę się każdego dnia, choć wiem, że i tak wszystkiego nie pojmę. Mimo to chcę wiedzieć dużo dla siebie samego. Zawsze byłem ciekawy świata i tego, co jest wokół mnie. Jestem człowiekiem z krwi i kości, więc muszę się doskonalić, bo po to zostałem stworzony. Taka jest istota wszechrzeczy. Chciałbym tylko zapracować sobie na szacunek ludzi, bo wiele robię w tej kwestii.
FO: Jakie plany na przyszłość?
T.K.: Plany są wielkie i dalekosiężne. Cóż, mogłoby być ciekawie, ale niestety brak mi wsparcia i środków, tak więc póki co nic z tego. Książki i obrazy czekają na to, by je dać światu. Na koniec przytoczę słowa wspaniałego człowieka, Martina Luthera Kinga: „Miałem piękny sen, w którym wszyscy ludzie byli braćmi”. Ja pragnę spełnić ten sen, nie sam, lecz z wami.
Oto cały ja w sosie własnym. Dziękuję za poświęconą mi uwagę i życzę wszystkiego, co najlepsze. Pozdrawiam serdecznie.
FO: Dziękujemy za rozmowę.
Fundacja „Oscar” wspomaga autorów prozy, poetów, ściśle współpracuje z Warszawską Firmą Wydawniczą. Serdecznie zapraszamy do naszej fundacji. Tobie też pomożemy wypromować Twoją twórczość.
www.fundacjaoskar.pl