Liczba wyświetleń

wtorek, 15 maja 2012

KONKURS - "Kumulacja cierpień"

STRONA WYDARZENIA NA FACEBOOKU


Zapraszamy do wzięcia udziału w konkursie, w którym można wygrać książkę Moniki Fudali "Kumulacja cierpień"

Konkurs trwa do 31 maja 2012 do godziny 20.00


ZASADY KONKURSU:

1. Tematem jest szeroko pojęty mrok domostwa, jego negatywna aura, bądź to co może się w nim kryć. Może być to twój dom, znajomego, bądź pobliskie ruiny, puść wodze fantazji, kreatywność bez ograniczeń.

Może to być: 

zdjęcie (max 3),
rysunek (max 3), 
film (max 4 minuty), 
piosenka, 
wiersz (nie dłuższy niż A5), 
tekst (nie dłuższy niż A5).

2. Wstaw swoje dzieło na tablicę wydarzenia.

3. Spośród prac zostanie wyłoniona najlepsza, a zwycięzca otrzyma egzemplarz książki Kumulacja Cierpień - Moniki Fudali.
Popularność (poprzez znaczniki "lubię to" czy komentarze) nie będzie decydująca, ale brana pod uwagę.

4. Warto dać szansę kreatywnym znajomym na udział w konkursie, dlatego udostępniajcie wydarzenie i zapraszajcie osobiście. Zezwala się na informowanie o konkursie na wszelkiego rodzaju portalach społecznościowych i forach.

5. Wyniki ogłosimy: 31 maja o godzinie 20:00!

POWODZENIA!

Wszelkie prawa dotyczące prac pozostają u autora, konkurs nie ma na celu wykorzystywania, czy opublikowanych dzieł w żaden sposób.

czwartek, 10 maja 2012

Konkurs: Zuzi podróże małe i duże


ZAPRASZAMY NA WIELKI INTERNETOWY KONKURS PLASTYCZNY Z NAGRODAMI, w którym do wygrania będzie m.in książka Anety Kołat "Hura! Idę do szkoły!".


"Zuzi podróże małe i duże" to przedsięwzięcie współtworzone przez portal maliturysci.pl oraz blog ksiazeczki-synka-i-coreczki.blogspot.com .


Tematem konkursu jest zaprezentowanie ciekawego miejsca w Waszej miejscowości, które z pewnością zaciekawiłoby naszą Zuzię Podróżniczkę.
Wystarczy, że ściągniecie na swój komputer obrazek z Zuzią, umieścicie go na swoim dziele plastycznym (forma dowolna, włącznie z grafiką komputerową) oraz prześlecie na adres korespondencyjny MT Projekt, skrytka pocztowa 52, 62-200 Gniezno, lub pocztą elektroniczną: konkurs@maliturysci.pl, a jedna z nagród może być Wasza.


Poza wieloma nagrodami książkowymi, o których będziemy wszystkich na bieżąco informować, należy wspomnieć, że główną nagrodą będzie pobyt Ośrodku Wypoczynkowym mieszczącym się w Domu i Bibliotece Sichowskiej im. Krzysztofa i Zofii Radziwiłłów w Sichowie! Pobyt zagwarantowany będzie dla Zwycięzcy oraz jego opiekuna. 


Dodatkową atrakcją będzie także książeczka, która powstanie na  bazie wyróżnionych prac! Znajdziecie w niej opisy najciekawszych miejsc w Polsce, wytyczając swoisty Szlak Zuzi Podróżniczki :) Dzięki temu staniecie się współautorami e-booka, bowiem to Wasze ilustracje będą ubarwiać wspomnianą książeczkę.


Termin nadsyłania prac upływa 30 czerwca 2012r.


Szczegóły konkursu znajdziecie na stronach:
http://ksiazeczki-synka-i-coreczki.blogspot.com
http://maliturysci.pl


SERDECZNIE ZAPRASZAMY!




poniedziałek, 7 maja 2012

Jarosław Czapliński - "Epitafium", fragment


Epitafium to druga część tryptyku, powstającego na przestrzeni kilkunastu lat. Opowiada o życiu jej głównego bohatera – Krzysztofa Goldberga, druga część cyklu różni się jednak od pierwszej, zatytułowanej Poza konfesjonałem zarówno w warstwie językowej, jak i pod względem kompozycji. W pierwszej części mieliśmy do czynienia z narracją głównego bohatera, w drugiej oprócz słów Krzysztofa Czytelnik poznaje również punkt widzenia  jego partnerki Anny. Dodatkowo pojawia się tu jeszcze jeden opowiadacz, przytaczający w trzeciej osobie dialogi bohaterów. Dzięki temu ukazane są dwa światy wewnętrzne, kobiety i mężczyzny, i zyskujemy pełniejszy wgląd w główny  problem, prezentowany na kartach książki: dlaczego dwoje kochających się ludzi nie może spotkać się ze sobą –  gdzieś w połowie drogi – i wyjść naprzeciw swoim pragnieniom i wzajemnym oczekiwaniom?
Każdy, kto choć raz w swoim życiu kochał, z powodzeniem odnajdzie się w świecie Anny i Krzysztofa. Zachęcamy także do potraktowania tej opowieści jako swoistego poradnika psychologicznego, dzięki któremu może uda się spojrzeć na ten szczególny przypadek relacji międzyludzkich, jakim jest związek erotyczny, z większym niż zwykle dystansem.


Krzysztof
Dochodzi piętnasta. Zadzwoniła, że przyjdzie, więc czekam. Czekam na spektakl… Spektakl? Dziwne sformułowanie. I dlaczego akurat ono przyszło mi na myśl? Co to w ogóle znaczy? Czy jest mi to potrzebne, czy chcę tego? Pytania, pytania. Pytania, które tak na dobrą sprawę nie powinny zaistnieć. Powinienem być tego pewien! Bez tego uczucia wewnętrznej pewności – myślę, że nie powinienem tego zaczynać. Bo to nie wróży pomyślnie żadnemu końcowemu efektowi – nie tylko mnie. Tak, bez tej niezbędnej determinacji w sobie jest się przegranym już na samym starcie. A czy ja naprawdę jestem na tyle zdeterminowany, aby… aby poprowadzić to jak należy? Bo jeżeli nie, to może lepiej nie dopuścić do tego spotkania, do naszej rozmowy, oddzwonić do niej, zrezygnować, póki…
Za późno – jest!

Anna
Chciał, żebym tutaj była. Więc jestem. A właściwie chcieliśmy tego oboje – ja nawet bardziej, bo propozycja padła z mojej strony. Nie wiem, co prawda, w jaki sposób mogłabym tutaj czemukolwiek zaradzić, próbować jednak zawsze warto. Tym bardziej, że nie ma już nic do stracenia, można jedynie zyskać, a właściwie „odzyskać” – odzyskać miłość – jego miłość! Tak, zależy mi na tym. Choć raczej powinnam pomyśleć, że zależy mi na nim! Dlatego jestem tutaj, jestem, bo…

– Czego się napijesz? – pyta on, zmierzając do kuchni.
– Może być herbata – odpowiada ona. – Najlepiej czerwona. Z cytryną.
– Jesteś głodna? – dobiega po chwili głos z kuchni.
– Przepraszam za spóźnienie.
– Pytałem, czy jesteś głodna.
– Jadłam obiad.
Zapada milczenie. Po chwili ciszę wypełnia gwizdek czajnika. Następnie wraca on, z tacą, na której leżą, oprócz dwóch herbat, ptasie mleczko, wedlowskie delicje i mleczna czekolada z orzechami. Wszystko na trójdzielnym półmisku – każda słodycz osobno.
– Co to jest? – pyta ona, trzymając w ręku jakąś cieniutką książeczkę.
– To? – kładzie tacę na ławie. – A, czytałem przed twoim przyjściem.
Ona otwiera ją, przegląda.
– Wiersze? – pyta zdziwiona. – Przecież nie lubisz poezji.
– Nie lubię złych wierszy, wydumanych. – Siada w fotelu naprzeciwko niej, po drugiej stronie ławy. – Te są dobre. Ludzkie, ciepłe.
– Mogę?
On wzrusza ramionami. Ale bardziej przyzwalająco niż zniechęcająco.
Prezent, strona dziesiąta. Mój przyjaciel podarował mi swoją kochankę… No proszę, wcale nieźle się zaczyna. Obiecująco. Podarował mi swoją kochankę, która podobno przed laty brała pieniądze. Dzisiaj ona płaci za moje wzruszenia warte jej wspomnień.
– Pięknie. Wystarczy?
– Podoba mi się.
– Nie jesteś odosobniona w tym odczuciu – mnie również. Na następnej stronie jest jeszcze lepszy wiersz – jeżeli w ogóle można je tak określać.
Piosenka powieszonego amanta?
– Tytułowy. Ale to może później, teraz…
– Masz rację. Teraz czas na nas. No proszę, pięć minut poezji, czy też trzy łyki poezjostatyki i już rymuję.
– Może powinnaś pisać? Ukryty talent, co? Nagle objawiony światu.
– Może. Chociaż nie sądzę, żebym w ten sposób zarobiła na życie. Jako zodiakalny byk wolę raczej stabilną, dobrze wyczuwalną materię pod nogami, niż ciągłe unoszenie się ponad ziemią z głową w chmurach. Może to i przyjemniejsze, ale za to z całą pewnością niepraktyczne. No, ale przejdźmy do rzeczy. Gotowy?
– Strzelaj, jeżeli musisz.
– Nie obawiaj się. Nie będzie aż tak źle. I rozchmurz się.
– Obiecujesz?
– Słowo harcerki! Naturalnie byłej.
– W takim razie myślę, że jestem gotów.
Wpatrują się w siebie jakiś czas w milczeniu, po czym mówi ona:
– Więc?
– Co – „więc”? – pyta on.
– Od czego zaczniemy?
– No, myślę, że od początku.
– Uhm. – I po chwili: – A więc? – uporczywie ciągnie ona.
– Co „a więc”? – pyta ponownie on, jakby nieco zdziwiony.
– Zaczynajmy – mówi ona.
– Tak, zaczynajmy – zgadza się on. I już po chwili zaczynają tę nierówną grę w odwieczny teatr dwóch aktorów – oskarżonego i oskarżyciela.

© Jarosław Czapliński 2012

środa, 2 maja 2012

"Idealizm" - Ian Poveda. Kilka słów od Autora


Występuję pod pseudonimem, ponieważ chciałem skupić uwagę czytającego na treści przekazu zawartego w książce, uniknąć spojrzenia i oceny poprzez pryzmat osoby autora – co jest naturalne, ale mocno zniekształca zawsze obraz. Znacznie większą wagę przykładamy do tego, kto mówi, aniżeli co mówi. Poza tym chciałem formą anonimowości podkreślić, że czasy monopolu na wiedzę dla ściśle określonych i sytuowanych trochę ponad społecznościami ośrodków i wynikającej stąd konieczności uczestnictwa w nieustannej rywalizacji o samo prawo zabierania głosu  minęły. Wiedza staje się powoli dostępna dla wszystkich chętnych. Warto namawiać do szerszego korzystania z tej zmiany.

Nie jestem też pisarzem, nie mam takich ambicji. Ja tylko przechodziłem, wydaje się, że dostrzegłem coś niepokojącego i bez specjalnego entuzjazmu uznałem potrzebę podzielenia się tym niepokojem z innymi. Może komuś się przyda...

Przekaz i oceny zawarte w książce nie są łatwe do zaakceptowania. Odbieranie ludziom złudzeń jest niemal zbrodnią. To prawie wszystko, co mają. Oklasków nie będzie. Los posłańców przynoszących złe wieści jest ciągle niepewny, a chętnych do podpalania stosów nadal nie brakuje.

Ian Poveda

Książka dostępna na stronie wydawcy, na Allegro i w księgarniach internetowych

Spotkanie autorskie Marty Gruszczyńskiej w Świedziebni

Trzynastego kwietnia 2012 r. w Gminnej Bibliotece Publicznej w Świedziebni odbyło spotkanie autorskie Marty Gruszczyńskiej, autorki powieści Gladiole. Czytelnicy dopisali, atmosfera była niezwykle miła, co ucieszyło nie tylko Autorkę, lecz także pracowników biblioteki.



Podczas spotkania Marta Gruszczyńska opowiedziała o historii powstania Gladioli oraz streściła fabułę tym, którzy jeszcze nie mieli okazji przeczytać książki. Odpowiadała też na pytania gości, nierzadko wymagające łamania głowy.




Po spotkaniu podpisała egzemplarze książki oraz dokonała wpisu do księgi pamiątkowej. Spotkanie zakończył drobny poczęstunek.



środa, 18 kwietnia 2012

Wywiad z Tomaszem Kolberem, autorem tomiku poezji "Rozbite lustra"

Tomasz Kolber to poeta młodego pokolenia, młody wiekiem, ale dojrzały duchem. Jego poezja jest niezwykle kontrowersyjna i przez to spotyka się na codzień z brakiem zrozumienia. Wielu z nas nie rozumiejąc jakiegoś faktu, ignoruje go lub poprostu wyśmiewa, nie skłania się do tego, aby zrozumieć. Poezja, podobnie jak malarstwo czy muzyka, nie jest prosta, czasami nawet warto najpierw poznać autora, a potem jego twórczość, lecz nie wolno tego lekceważyć, gdyż każda twórczość zawiera część duszy jej autora.

Dziś chcemy zaprezentować wywiad z Tomaszem Kolberem; wywiad, który chcieliśmy już dawno z nim przeprowadzić ze względu na wspaniały, pełen empatii, rozterek, miłości, pytań i odpowiedzi tomik poezji Rozbite lustra. Już dziś można zakupić go na stronie www.wfw.com.pl, na Allegro oraz w księgarniach internetowych, a niedługo będzie można go wygrać w konkursie dotyczącym poezji na naszej stronie www.fundacjaoskar.pl.

Zapraszamy na nasze forum, gdzie został opublikowany jeden z wierszy Tomasza Kolbera.


Fundacja Oscar: Panie Tomaszu, kiedy zaczęła się pana przygoda z poezją jako twórcy?
Tomasz Kolber: Moja przygoda z poezją czy w ogóle ze sztuką wyrazu rozpoczęła się już we wczesnym dzieciństwie, kiedy przy udziale wyobraźni pisałem krótkie wiersze o nieznanych krainach, gdzie królowała wolność i niezależność, a także malowałem całkowicie abstrakcyjne obrazy. Pamiętam, że potrafiłem pracować wydajnie nawet przez kilka godzin bez jedzenia i picia. Nikt mnie niestety nie rozumiał ani wtedy, ani dziś, kiedy jestem już w pełni ukształtowanym człowiekiem, poetą, twórcą. Nieraz powtarzałem, że zostanę wielkim artystą, a wszyscy się śmiali i nazywali mnie dziwakiem lub marzycielem, ale wśród grona tych osób znalazły się także i takie, które mnie wspierały i nie pozwoliły (jak widać) umrzeć we mnie tej życiodajnej sile. Urodziłem się i wychowałem w rodzinie robotniczej, w której rzadko poruszano kwestię kultury i sztuki w ogóle. Czasami moja mama, świetna recytatorka, deklamowała dawno wyuczone kwestie prezentowane przez nią na szkolnych akademiach. Po niej na pewno przejąłem brak tremy i obycie ze sceną, co zaprocentowało w przyszłości, kiedy to reprezentowałem życie kulturalne w swoim mieście, a później na studiach. Na wykładach z filozofii cytowałem, oczywiście w swoich przekładach, Franza Kafkę, Jeana-Paula Sartre'a czy Sørena Kierkegaarda. Miałem wtedy wielu słuchaczy, którzy bardzo lubili takie uczty, ponieważ stawali się w ten sposób swoistymi koneserami mądrości we wszystkich jej aspektach. Nie mogę także pominąć osoby Pani mgr Teresy Rodak, mojej świetlistej latarni, która prowadzi mnie zbłąkanego codziennie do upragnionej wolności. Wspaniała kobieta, mądra i oczytana, nadała mojej twórczości pełny wyraz oraz brzmienie. To jej warsztat zaprowadził porządek w moim chaosie i metodą ciężkiej pracy uzyskałem efekt końcowy, który odbiera czytelnik swoim bystrym okiem badacza. Wiele lat byłem zamrożony. Biłem się z piekłem codzienności. Wypalano na mnie szkarłatne litery. Więziono w schematach. A ja wciąż zadaję sobie pytanie: dlaczego? Pewnego dnia, jak snop światła bijący w siatkówki oczu, pojawiła się Warszawska Firma Wydawnicza, a potem Fundacja „Oscar” i życie znowu nabrało tempa zmian. Marzę o tym, by złapać choć jeden oddech wolności i nie martwić się, czy jutro starczy mi na chleb.

FO: A czym zajmuje się pan zawodowo? I czy jest już u pana boku ukochana osoba, która wspiera pana w pańskiej twórczości?
T.K.: To bardzo trudne pytanie, ponieważ zamyka mnie ono w pewnej ciasnej przestrzeni bez szans na swobodny rozwój. Wiele razy zwalniano mnie z pracy bez podania jakiejkolwiek przyczyny. Tak obchodzi się obecny ustrój z ludźmi, którzy wyznają prawdę i jej powierzają swoje życie. Najśmieszniejsze jest jednak to, że zawsze staram się dobrze wykonywać to, co do mnie należy, ale jak widać w tym zakłamaniu są inne priorytety. Nigdy nie zaproponowano mi lepszej posady. Odkąd sięgam pamięcią, przyklejono mi etykietkę z numerem i niestety pozostaję zwykłym szarym pracownikiem produkcji i mimo tego, iż posiadam wyższe wykształcenie oraz szerokie kwalifikacje, to zawsze dostaję ochłapy. Ale przecież takich, jak ja, są miliony, a może i więcej. Moje ręce nieraz były poranione, a także spuchnięte od wyniszczającej pracy ponad siły za marne wynagrodzenie. Kto tego nie przeżył, nigdy mnie nie zrozumie, a ci, którzy przeżyli podobną kaźń, wiedzą, co czuję. Często zwycięża we mnie bezsilność, bo nie mogę przecież sam wygrać z systemowym złem i jego odnogami w postaci martwych instytucji. Ja, poeta, podeptany wieszcz, cóż mogę prócz słów prawdy wypowiedzieć? Jak widać moje życie nie jest usłane różami. Mówię o tym, ponieważ jestem świadomy, że jak prędko czegoś z tym nie zrobimy, jako naród oczywiście, to niedługo zaczniemy umierać z głodu i chłodu, a kolejne pokolenia oskarżą nas o tę bezczynność. Przyznam szczerze, że funkcjonuję jeszcze tylko dzięki mojej żonie i jej wielkiemu sercu, bo gdyby nie ona, pewnie byłoby ze mną o wiele gorzej. Jej to właśnie zadedykowałem swój pierwszy tomik wierszy pt. Rozbite lustra. Uznałem, że będzie to właściwa forma wdzięczności wobec niej. Rzeczywistość pozbawia nas wolności. A co bez niej znaczymy i znaczyć będziemy?! Narodzie wielkich ludzi, dlaczego wciąż milczysz i cierpisz?! Odpowiedz sobie w ciszy na te pytania.

FO: Jaki jest pana ulubiony poeta?
T.K.: Mam kilku ulubionych poetów, ale jeden z nich jest bezwarunkowo wyjątkowy, ponieważ jego droga życiowa pokrywa się w dużej mierze z moją, a właściwie to ciągłe nieszczęścia i brak akceptacji ze strony innych określają nas wymownie. To Allan Edgar Poe, doskonały w każdym calu twórca, kreator, niedoceniony za życia, a także przez nasze pokolenie, a szkoda, ponieważ jego twórczość wiele wnosi do nowożytnej poezji. Forma jego wierszy wprawia w osłupienie niejednego nawet w XXI wieku. Allan Edgar Poe umarł tragicznie, zagryziony przez psy, tak więc znowu historia zatoczyła koło. Podobny los niestety wciąż spotyka artystów na tym padole łez. Swoista profanacja sacrum. Niepojęte morderstwo i rozpacz. Trzeba tu także wymienić innych wielkich poetów, których uwielbiam, jak chociażby Josif Brodski, który przesiedział kilka lat w stalinowskich łagrach. Wspomnę także o Jacku Bierezinie, który pisał wspaniałe wiersze o miłości. Zginął tragicznie pod kołami samochodu w Paryżu. Charles Baudelaire, Artur Rimbaud, Paul Verlaine, Antoni Słonimski, Adam Ważyk, Rafał Wojaczek, Andrzej Bursa, Jonasz Kofta, Władysław Broniewski, Kazimierz Przerwa-Tetmajer, Maria Pawlikowska-Jasnorzewska, Miron Białoszewski, Kazimierz Wierzyński, Jan Lechoń, Bolesław Leśmian i inni. To poeci, których nie muszę specjalnie przedstawiać, ponieważ ich sława jest ogromna, a forma ich twórczości nieśmiertelna.

FO: O czym najbardziej lubi pan pisać? Co najbardziej chce pan przekazać w swych wierszach?
T.K.: Piszę o nas każdego dnia z wielkim trudem. O naszych osiągnięciach, zmaganiach, podłościach, które sobie wzajemnie serwujemy. Piszę o straconych marzeniach, o żalu, o miłości z głębi serca – czystej, wymownej, niepewnej, przelotnej i tej, za którą podąża się w nieznane. Piszę o Bogu, który umiera w ludzkich sercach i umysłach. O wolności, której pragniemy, ale o nią wspólnie nie walczymy, oraz o tym, co nastanie po egzystencji doczesnej. Piszę o dzieciach spalonych w Auschwitz, o Czarnobylu, o Katyniu, o tych, co zapomniani, o narkomanach, ludziach ciężko pracujących na chleb, o magii, wyobraźni i o tym, jak pozostać sobą w tym trudnym świecie.

FO: Czytając tomik Rozbite lustra, miałam wrażenie, iż wiele wierszy zawartych w nim ma bardzo osobisty wydźwięk, np. List do taty, w którym odczuwa się ogromny ból i żal po stracie najbliższej osoby, ale jednocześnie ogromną wiarę i nadzieję na spotkanie w przyszłości.
T.K.: Wielu ludzi czytając wiersze z mojego tomiku poezji Rozbite lustra, może mieć pogląd, że są to poematy dotykające mojej sfery osobistej. Jednak ja muszę zmienić kierunek takiego myślenia. Pytam: kto z nas nie przeżył pierwszej miłości? Kto z nas nie stracił bądź nie straci w przyszłości bliskiej osoby? Kto z nas choć raz nie cierpiał smutku bądź goryczy porażki? Kto z nas nie poświęcił czegoś cennego, by wygrać lub przegrać? Odpowiedź brzmi: każdy, więc dla każdego moje słowa są przeznaczone i każdy w nich znajdzie swój przyczółek. Tak, to prawda, wiele we mnie zgasło nadziei po śmierci mojego taty, ale w tym samym miejscu pojawiło się kolejne światełko życia, które zapewnia mnie codziennie o tym, że kiedyś się spotkamy. Od 15 lat zajmuję się mistyką, także wiem to i owo o tych przestrzeniach, co można zauważyć w innych moich utworach.

FO: Z pana strony www.tomaszkolber.pl można wywnioskować, że jest pan niezwykle płodnym twórcą. Czy obecnie również jest już coś w przygotowaniu?
T.K.: Tak, to prawda. Piszę dużo, ale wciąż do szuflady. Są książki, są wiersze, są opowiadania, są bajki, są monografie, są obrazy, są szkice węglem. Jest wszystko, co kocham i co czeka na swój czas, ale wciąż brak mi pieniędzy, żeby nadać marzeniom realny kształt.

FO: W pana wierszach odczuwa się też wielką tęsknotę za czymś ulotnym, za czymś, czego nie można zdobyć, np. w wierszu Las. Czy to prawda?
T.K.: Tak, to słuszne stwierdzenie. Zawsze próbuję uchwycić coś ulotnego i żyć tym jak najdłużej. Myślę, że te ulotne wartości to wolność i prawda, o które tak usilnie walczę każdego dnia. Kiedy jestem wśród ludzi, którzy są dobrzy, to pragnę przedłużać tę chwilę w nieskończoność, mając jednocześnie świadomość, że kiedyś ona się skończy i trzeba będzie powrócić do szarej rzeczywistości. Podobnie jest także z mistycznymi miejscami, a las z pewnością stanowi takie miejsce odosobnienia, ale nie samotności. Nie można mieć niczego na własność, ale żyjąc w zespoleniu z wszechogarniającym dobrem, można dotknąć duchowej przestrzeni.

FO: W wierszu Miasto zauważyłam, że jest pan mieszkańcem miasta z musu, widzi pan jego mroki i poznał jego złe tajemnice. Chce pan z niego uciec? Dlaczego?
T.K.: Nie chcę uciec z miasta ludzi, ale chcę uciec z miasta murów, które budują między sobą ludzie. Znam te mury, bo napotykam je każdego dnia i jestem wobec nich bezsilny. Ich składowe to: arogancja, ignorancja, kłamstwo, gorycz, nienawiść, pycha, chciwość, mamona, korupcja, gwałt, nepotyzm, płatna protekcja, złorzeczenie itp. Żyjemy w XXI wieku, ale od wieków nic się nie zmieniło.

FO: W pana wierszach jest dużo krytyki wobec otaczającej rzeczywistości, nietolerancji, pychy i ignorancji. Czy tak pan postrzega świat na co dzień?
T.K.: Na to pytanie odpowiem z największą ochotą. Dla ludzi, którzy mnie znają, jestem urodzonym optymistą i pomimo żalu, który w sobie noszę, potrafię być bardzo często uśmiechnięty, a nawet pogodny. Lubię rozmawiać o rzeczach trudnych łatwo i pomagać każdej napotkanej na swojej drodze osobie, która mnie o to poprosi.

FO: Zauważyłam też, że nie zapomniał pan o miłości. Ogromnie spodobał mi się pod tym względem wiersz Najskrytsze marzenie (dostępny na naszym forum w dziale „poezja”). Czy to pana zawiedziona miłość?
T.K.: Owszem, to piękny wiersz i wypłynął on ze mnie nagle, ale to nie był żaden zawód miłosny. Obserwowałem ludzi nieszczęśliwie zakochanych i chyba ująłem w pełni ich uczucia. Tak naprawdę to miłość kształtuje wszystko i przenika nas na wskroś. Jesteśmy jej dziećmi, które uczą się mówić codziennie nowymi słowami i piękniejemy w jej objęciach.

FO.: Jak pana najbliżsi zareagowali na to, że został pan poetą?
T.K.: Myślę, że dla mojej rodziny to, co robię, jest abstrakcją. Wielu ludzi, których spotykam, także mnie nie rozumie i odchodzą zdegustowani po przeczytaniu moich tekstów czy po obejrzeniu obrazów. Wiem, że jest to sposób ich bycia i braku pojęcia o nich samych. Tego trzeba się uczyć, a nie gnuśnieć w starych zwyczajach i schematach. Ja uczę się każdego dnia, choć wiem, że i tak wszystkiego nie pojmę. Mimo to chcę wiedzieć dużo dla siebie samego. Zawsze byłem ciekawy świata i tego, co jest wokół mnie. Jestem człowiekiem z krwi i kości, więc muszę się doskonalić, bo po to zostałem stworzony. Taka jest istota wszechrzeczy. Chciałbym tylko zapracować sobie na szacunek ludzi, bo wiele robię w tej kwestii.

FO: Jakie plany na przyszłość?
T.K.: Plany są wielkie i dalekosiężne. Cóż, mogłoby być ciekawie, ale niestety brak mi wsparcia i środków, tak więc póki co nic z tego. Książki i obrazy czekają na to, by je dać światu. Na koniec przytoczę słowa wspaniałego człowieka, Martina Luthera Kinga: „Miałem piękny sen, w którym wszyscy ludzie byli braćmi”. Ja pragnę spełnić ten sen, nie sam, lecz z wami.
Oto cały ja w sosie własnym. Dziękuję za poświęconą mi uwagę i życzę wszystkiego, co najlepsze. Pozdrawiam serdecznie.

FO: Dziękujemy za rozmowę.

Fundacja „Oscar” wspomaga autorów prozy, poetów, ściśle współpracuje z Warszawską Firmą Wydawniczą. Serdecznie zapraszamy do naszej fundacji. Tobie też pomożemy wypromować Twoją twórczość.
www.fundacjaoskar.pl

wtorek, 17 kwietnia 2012

Krzysztof Bobrowski - "Żywot człowieka nadzwyczaj elastycznego" - fragment

CAŁE OPOWIADANIE DO POBRANIA TUTAJ


Ktoś zadał mi pytanie, jakiego ja jestem pochodzenia. Odpowiadałem, że to zależy od potrzeby. Przed wojną twierdziłem, że pochodzę z rodziny inteligenckiej o poglądach endecko-sanackich. Czasami jakiś kretyn mówił, że to niemożliwe, ale ja stanowczo zaprzeczałem, twierdząc, że oba zestawy poglądów są mi bliskie. Przecież w sumie to nie było wiadomo, która z opcji wygra. To pochodzenie było aktualne przez znaczną część wojny.

Po wojnie okazało się, że mam pochodzenie robotniczo-chłopskie, a znaczna część mojej rodziny należała do KPP. Potem jednak wyczaiłem, że KPP była trochę trefna. W trakcie kampanii antykułackiej okazało się, że jednak mam czysto robotnicze korzenie.

No i przyszedł rok 1956, kiedy okazało się, że mam korzenie robotniczo- inteligenckie. Dla pewności, w 1968 roku wyszło jednak na jaw, że nie inteligenckie, tylko robotnicze. Lata siedemdziesiąte stanowiły totalną degrengoladę w zakresie mojego pochodzenia, po czym w latach osiemdziesiątych wyszło na jaw, że nie mam śladu pochodzenia robotniczego, ale pochodzę z socjaldemokratycznie i wolnościowo nastawionej inteligencji, która była w równym stopniu głęboko religijna i w pełni laicka. Lata dziewięćdziesiąte utwierdziły te fakty dotyczące mojego pochodzenia, wskazując jednak, że moja rodzina zawsze miała poglądy liberalne i do tego konserwatywne, ale to się okazywało w zależności od aktualnie rządzącej partii.

© Krzysztof Bobrowski 2011



Książka do nabycie na stronie wydawcy, na Allegro i w księgarniach internetowych